czwartek, 2 października 2014

Rozważna czy romantyczna?:)

Dziękuję Wszystkim za miłe odwiedziny i bycie choć przez chwilkę ze mną:) Zaprosiłabym Was chętnie na kawkę lub herbatkę z soczkiem malinowym i na ciepłe pogaduchy...

Brakuje mi takich wolnych, radosnych chwil... 

Odważyłam się wreszcie wybrać do lekarza, a dokładniej mówiąc zostałam tak zagoniona siłą. Nie znoszę przychodni, zapachu i widoku lekarskich pomieszczeń. Unikam ich jak ognia i tradycyjnie udaję, że z każdym zasmarkaniem, zakichaniem itp poradzę sobie sama, czyli czytaj "samo przejdzie". Niestety chyba się lekko dobiłam ostatnimi czasy i rodzinka zmusiła mnie do wizyty. 
Szczerze... do niczego mi to było. Leki lekami, a dokuczliwości zostały. Jak głowa mi pękała z bólu każdego dnia, tak pęka nadal. Dzisiaj myślałam, że już chyba oderwę ją sobie od reszty ciała, postawię z boku i odetchnę. Przeszło mi na chwilkę wieczorem a teraz znów wraca. Wredne dziadostwo...

Mimo wszystko chciałam pewnej osobie podarować anielicę na pamiątkę, dobre wsparcie. Wzięłam się ochoczo do pracy. Tradycyjnie wieczorną porą. Świateł nie mam za rewelacyjnych i trochę nie poszło mi tak jak sobie to umyśliłam.
Stwierdziłam, że chyba wezmę się za kolejną anieliczkę, bo ta jakoś mi nie leży...
Ale oceńcie sami... 


Sesja w stylu vintage:) Tak jakoś mi podpasowało. 












Jeszcze raz dziękuję.

Zapraszam do CANDY, które jeszcze trwa do 15 października:) 


 

wtorek, 30 września 2014

Poduchy i fasolka;)

Witam Was cieplutko.

Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa, witam nowe osóbki:) Ciepło robi się na serduchu, gdy czuję lekkie choćby wsparcie z Waszej strony. Tak jakoś raźniej iść dalej...

Z realizacją postanowień ciężko jest... Niby są to rzeczy proste, zachowania banalne... ale wcielanie tego w życie to ogromne wyzwanie. Nie powiem, bym podołała tak jak sobie to wyobrażałam. Nie ma się jednak co poddawać, każdy drobiazg do przodu jest ważny.

Jesień niestety rozłożyła mnie na łopatki. Mam dziś wrażenie, że przejechało po mnie tysiąc tirów.
Na szczęście przyjemność sprawia mi widok poduszeczek, które uszyła nam na zamówienie Lucy z Nie ma jak w domu. Są cudne, pięknie uszyte, a nadruki mnie zachwycają.
Moje dziewczynki oszalały jak je pierwszy raz zobaczyły i już  królują w ich łóżkach. Przyszłościowo są już przez nie podzielone i mają mieć swoje miejsce w ich pokoikach w "nowym domu" jak to mawiają dziewczyny.






Moje podszywanie powoli się rozwija. Najczęściej na potrzeby własne. I tak w tempie ekspresowym musiałam przygotować strój fasolki na przedstawienie w szkole. 
Wzór więc prosty i niewyszukany, by zrobić wszystko w jak najkrótszym czasie.

Oto żółta fasolka:)





Życzę wszystkim zdrówka i miłego wieczoru!




środa, 24 września 2014

Chusteczniki i mocne postanowienia:)

Witam wszystkich w ten chłodny już wieczór.

Zimno się zrobiło, rano przymrozek mnie przywitał i skrobanie szyb. Dla mnie to już nastał czas męki i ciągłego niedogrzania:) Nawet siedząc przytulona do kaloryfera dłonie i stopy mam zimne jak lody. Taka moja natura. Moja osoba potrzebuje słońca i ciepła jak tlenu. W przeciwnym razie opadam z sił i "szarzeję" - niestety.

Jednak zebrałam się w sobie i wygospodarowałam kilka chwilek i zabrałam do roboty. Trwało to trochę, myślę nawet, że zbyt długie trochę, ale skończyłam. Tak, skończyłam obiecane mamie i sobie chusteczniki. Aż mi wstyd tak długo to trwało. Zaczęłam chyba w lipcu, a potem straciłam wenę.

Pudełko na chusteczki białe w kwiatuszki - dla mamy według jej wymagań. Pudełeczko kremowe - moje według moich;)
Mama klasycznie, bez szaleństw i spękań, choć i tak pokusiłam się o lekkie "pomazianie". 
Chustecznik kremowy trochę miał nawiązywać do lekkiej starości, podróży. Tu troszkę pocierałam, smarowałam, chlapałam.













Jesień zmusiła mnie chyba swoją zmiennością do pewnych przemyśleń i postanowień. Żałuję, że pojawiają się sytuacje, które mnie rozkładają na części pierwsze i zmuszają to takiego przeanalizowania siebie, innych, tego co się wokół mnie dzieje. Z drugiej strony takie spojrzenie na wszystko ponownie jest potrzebne i mobilizujące.

I tak narodziło się kilka moich mocnych postanowień. Część powoli wcielam w życie, no próbuję...

Pierwsze: "Próbuj Aniu dojrzeć coś dobrego - w sytuacjach, ludziach, zdarzeniach"
Drugie: "Aniu odpuść sobie - szczególnie w pracy" (to najczęściej słyszę od Pana Męża)
Trzecie: "Nie zamartwiaj się na zapas i nie przejmuj się za wszystkim i wszystkimi"
Czwarte: "Codziennie przygotowuj się do planu przyszłości;)" - to lekko tajemnicze, ale najbardziej dla mnie mobilizujące.


Ciekawe, czy będę mogła dzielnie napisać przy następnej okazji, że udaje mi się, że daję radę...


PRZYPOMINAM o moim pierwszym CANDY JESIENNYM :)))

ZAPRASZAM !!!