Dziękuję Wszystkim za miłe odwiedziny i bycie choć przez chwilkę ze mną:) Zaprosiłabym Was chętnie na kawkę lub herbatkę z soczkiem malinowym i na ciepłe pogaduchy...
Brakuje mi takich wolnych, radosnych chwil...
Odważyłam się wreszcie wybrać do lekarza, a dokładniej mówiąc zostałam tak zagoniona siłą. Nie znoszę przychodni, zapachu i widoku lekarskich pomieszczeń. Unikam ich jak ognia i tradycyjnie udaję, że z każdym zasmarkaniem, zakichaniem itp poradzę sobie sama, czyli czytaj "samo przejdzie". Niestety chyba się lekko dobiłam ostatnimi czasy i rodzinka zmusiła mnie do wizyty.
Szczerze... do niczego mi to było. Leki lekami, a dokuczliwości zostały. Jak głowa mi pękała z bólu każdego dnia, tak pęka nadal. Dzisiaj myślałam, że już chyba oderwę ją sobie od reszty ciała, postawię z boku i odetchnę. Przeszło mi na chwilkę wieczorem a teraz znów wraca. Wredne dziadostwo...
Mimo wszystko chciałam pewnej osobie podarować anielicę na pamiątkę, dobre wsparcie. Wzięłam się ochoczo do pracy. Tradycyjnie wieczorną porą. Świateł nie mam za rewelacyjnych i trochę nie poszło mi tak jak sobie to umyśliłam.
Stwierdziłam, że chyba wezmę się za kolejną anieliczkę, bo ta jakoś mi nie leży...
Ale oceńcie sami...
Sesja w stylu vintage:) Tak jakoś mi podpasowało.
Jeszcze raz dziękuję.
Zapraszam do CANDY, które jeszcze trwa do 15 października:)