Witajcie kochani:)
Ale długo mnie tu nie było. Wakacje to jednak bardzo aktywny czas, czas wielu rozjazdów. Dzieci szalały z babcią nad jeziorem w Sławie, my jak zwykle praca plus małe remonciki. Milion pomysłów i doba tradycyjnie za krótka.
Ostatni weekend też zamienił się w miłe rodzinne spotkanie. Zjechała się spora część rodziny ze strony mojego taty - taki zaplanowany, zorganizowany zjazd rodzinny. Oj wyszaleliśmy się, wygadaliśmy się i poznaliśmy z kuzynami, ciotkami, wujkami, o których tylko coś tam tyci, tyci się słyszało.
Polecam takie spotkania, bo w obecnych czasach za szybko biegniemy do przodu, zapominamy o historii rodzinnej, o tych co jeszcze są. Nie spotykamy się, nie utrzymujemy relacji. Stajemy się zbyt anonimowi. Nie powiem, że szalałam początkowo z zachwytu, ale teraz wiem, że warto było poświecić tych kilka dni. Najbardziej jednak cieszę się, że moje dzieci wreszcie spotkały szerokie grono kuzynów i kuzynek. Oj szaleli, szaleli:)
Zdjęć jeszcze nie obrobiłam, ale może później coś podrzucę:)
Teraz jednak zmieniam temat.
Lawenda - chyba pokochałam ja tak jak większość kobiet. Kolor, wygląd, zapach, smak:) Nie mam jeszcze swojego poletka, tylko kilka krzaczków. Jednak wiem, że na tym nie poprzestanę:)
Tym razem jednak wzięło mnie też na skrzyneczki prowansalskie, takie na klucze, serduszka, skrzynki na kwiaty itp.
Do miana kolekcji to jeszcze daleka droga - wszystko dostępne w sklepie!
I moje pierwsze suszki lawendowe:)