poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Ponownie deseczki i Misio-Mysz:)

Bardzo chciałabym podziękować wszystkim za obecność i za pierwsze miłe komentarze! 
Dziękuję i cieszę się, że tu zaglądacie:)

Kiedyś pisałam o zdobyczach na targu tzw.staroci. Przyniosłam wór pełen drewnianych desek - podkładek, deseczek ozdobnych itp. Oczywiście są stare, ale za to wyjątkowo z grubego, fantastycznego drewna. Deseczki poszły pod szlifowanie i jeszcze trochę posłużą :)
Te poniżej na życzenie mojej mamy są dość proste i "niepokombinowane". Będą pełniły na stole rolę podkładek pod przyprawy, sosy i przystawki. 






Jedna jest inna i oryginalna. Na spodzie widnieją informacje, że wykonano ją w Szwecji i faktycznie jakość jest rewelacyjna. Delikatna rączka, dwa kształty na różne naczynka.



No i na zakończenie wymęczony i wymemlony w szufladzie misio, któremu uszka troszkę się nie dopasowały:) Miałam ubaw z Natalką, gdy stwierdziła, że wygląda jak Myszo - Miś :) No i oczywiście na koniec moje dziewczynki padały ze śmiechu, bo faktycznie misio wyszedł fikuśny:)

Misio - Mysz w towarzystwie truskaweczek:)



I na zakończenie wiosenny urok z mojego ogrodu


wtorek, 1 kwietnia 2014

Motyle i jaja udana para:)

Nie jestem ostatnio oryginalna, bo znów tłumaczę się brakiem czasu. Czas... pojęcie względne, a jednak tak odczuwalne. Goni, pędzi, szaleje to mało powiedziane...

Nie mam czarodziejskiej różdżki i go nie zatrzymam, nie wiele  z niego konstruktywnego ostatnio wyciągam. Sama nie wiem... Ciężko jest ...

Wieczorami próbowałam się trochę skupić i wysilić i skończyłam kilka drobiazgów, które czekały i czekały i wreszcie się doczekały ostatniego maźnięcia. Jeszcze sporo rozpoczętych prac patrzy na mnie z kąta i nasłuchuje, kiedy się za nie zabiorę. 
Oj powoli, powoli ... Ale za to do przodu...
Pogoda poprawia się z dnia na dzień, więc i popołudnia są wyjściowe - ogrodowe i spacerkowe. Ogród czeka i zagania do roboty:) A domowe prace muszą poczekać na swoją kolej.

Na początek wykończona skrzyneczka na wino. Strasznie korciły mnie motyle. Pierwotnie miał być Paryż - moje ukochane miejsce. Jednak coś serwetka mnie nie zachwyciła i szukam dla niej innego miejsca.







No i dwa zalegające jajeczka. Przyznam, że całkiem o nich zapomniałam. Są mało "wystarane" bo gdy moje dzieci robiły swoje jaj do przedszkola i szkoły, to na tych poniżej trwały nauki:) Tak czy siak, postoją i poleżą przez święta.





środa, 26 marca 2014

Przygotowania do pracy po pracy

Witam serdecznie

Przyznaję się bez bicia, że mimo ciągłego planowania w głowie tego co zrobię, spod moich rąk nie wyszło w całości nic... Brak mi chwilowo skupienia i wewnętrznej cierpliwości. Ale walczę i powoli przełamuję się... i przygotowuję do wykonania wreszcie tego, co mi w głowie siedzi. 
Aby całkiem nie zamilknąć i poczuć, że jednak świat dalej się kręci wprowadziłam kilka drobnych zmian w domku. Tak naprawdę usiadłam w pokoju i szukałam swojego miejsca. ie jest to łatwe przy mojej rodzince i niewielkim metrażu. 

To moje miejsca do pracy, oczywiście po tej "obowiązkowej" pracy:) Żadnego szaleństwa, tym bardziej, że miejsce jest wolne tylko jak mężusia przegonię na jakiś spacerek z dzieciaczkami i pieskiem.

A to niestety miejsce do ozdabiania przedmiotów - mały dziecięcy stolik, który okupuję, gdy dziewczynki idą spać:)


Przygotowuję się naprawdę wytrwale. Pod wpływem waszych słów czuję, że nie mogę pozostać w stagnacji. Więc małymi kroczkami.... Rzuciłam się na kilka materiałów. Sklep kiedyś wypatrzyła moja mama. Może to żadna rewelacja, ale sprzedają tam wszystkie materiały po 6 zł za mb. Nie jest to skrawek, ale całkiem przyzwoity kawałek. Na moje potrzeby bardzo okazały. Oczywiście nie byłam w stanie się zdecydować i przebierałam jak oszalała. W końcu wybrałam kolory ciepłe i w jednej tonacji. Na początek ...
Podpytałam mężusia, czy mnie wesprze finansowo, bo tyle kolorów, barw mnie pociągało i mam od niego cichą zgodę i wsparcie w szaleństwie;) Więc jak tylko znajdę chwilkę, zaopatrzę się chyba na rok.


I na koniec... Kwiat, który zakwitnął na dniach. Otrzymałam go od Taty ze dwa lata temu. Jako jedyny nie kwitł... Nawet nie wiem kiedy wypuścił pączka i zakwitł... Mojej mamie też zakwitł kwiat od Taty, choć dłuuugi czas odpoczywał. Powiedziała mi "Patrz Tato nie mógł nam dać kwiatów na dzień kobiet, ale i tak przyszedł"... Przyszedł i jest...


Życzę Wam spokojnego wieczoru i dziękuję bardzo za każdy gest...