Witam Was słonecznie w te chmurne dni.
Dopadłam ostatnio cudną książkę z projektami około 50 różnych pluszaków szmaciaków.
Oczywiście zaraz po mnie książka wpadła w ręce dziewczynek i już dostałam zadanie na wieczory... Najchętniej to by chciały, abym wszystko zrobiła w jednej chwili. Niestety siedząc kilka razy do późnej nocy udało mi się uszyć dwa pluszaczki: Myszkę Aniunkę i Owieczkę Celinkę - imiona nadane przez moje córcie:)
Myszka pojechała z nami po dziewczynki do Sławy, Owieczka niestety czekała w kawałkach, ale już gotowa i wpadła w małe ręce.
Obie pluszanki są wykonane z za małych, odstawionych już na półkę ciuszków dziewczynek, a owieczka ma futerko prosto z materiałów z wyprzedaży:) Czyli wszystko minimalnym kosztem i jak na razie tylko na potrzeby własne:)
Przyznam się, że wszystkie maskotki mi się podobają, dosłownie jak dziecko chłonę oczami i bym siedziała i szyła, choć ciągle walczę z maszyną i próbuję uczyć się sama.
I kilka wspomnień z nad jezior... Złapaliśmy wszyscy ciekawego bakcyla - wędkarstwo w wersji minimalistycznej, tj. wędki domowej roboty z patyka. A co nawet na takie wędki udało nam się złowić ponad 20 rybek. Małe, niewymiarowe, wróciły później z powrotem do jeziorka, ale ile dały nam radochy!!! Bajka po prostu i do tego z udziałem całej rodzinki:) Moje jedno z cichych marzeń - szczęśliwa, uśmiechnięta rodzinka...



















